poniedziałek, 16 lutego 2015

I Ślady krwi


Było już po północy. Wracałam z wieczornych wykładów. Mało osób chodzi o tej porze na wykłady, a wtedy jest najlepiej. Mało osób i szybciej nabywasz wiedzę. Nie trzeba czegoś powtarzać i toczyć temat w nieskończoność. Ale to nie jedyny powód. Nie lubiłam przebywać w większym gronie ludzi i czułam się bardzo dobrze pod osłoną nocy.

Kochałam patrzeć każdego dnia na Księżyc. Był niesamowity i tajemniczy dla mnie. Gwiazdy dookoła pięknie się komponowały w jego blasku. Co jakiś czas został zasłonięty przez jakaś chmurę i nadawało mu to większego piękna. Postanowiłam, że do domu pójdę trochę na około. Był przyjemny, chłodny wieczór, więc postanowiłam to wykorzystać. Zaszłam do części miasta, w której jeszcze nigdy nie byłam. Niczym szczególnym się nie wyróżniała. Miasto jak miasto, z jednej i drugiej strony budynki. Zarówno mieszkalne jak i zwykłe sklepy, jakieś bary, tanie knajpki i generalnie wszystko to co można znaleźć w mieście.

Przemierzałam spokojnie i powoli ulicę patrząc na księżyc. Był początek jesieni, liście powoli zmieniały kolory i spadały na ziemię. Wiatr wiejąc sprawiał wrażenie, że drzewa zaczynają żyć własnym życiem, liście szeleściły na wietrze. W oddali było słychać wycie wilków. Wieczór jak każdy inny, nic szczególnego. Do czasu aż coś zwróciło moją uwagę po prawej stronie, zauważyłam cień wysokiej postaci na jednej ze ścian. Myślę sobie, że to w końcu normalne, że widać cień, jednak w pobliżu nie było widać właściciela cienia, co już było dziwne. No nic, ruszyłam dalej do domu. Po raz kolejny zauważyłam ten cień i po raz kolejny go zignorowałam. Szłam dalej, ale trochę przyspieszyłam, coś było w tej nocy, co mnie niepokoiło. Mój instynkt podpowiadał mi, że powinnam uciekać, ale po to się uczyłam, żeby tego nie robić, żeby zapanować nad odruchami. Zatrzymałam się, wzięłam parę głębokich oddechów, popatrzyłam na księżyc i trochę się uspokoiłam. Ruszyłam dalej, jednak teraz zamiast cienia, zauważyłam plamy krwi, tym razem nie zignorowałam tego. Poszłam wzdłuż tego śladu. Krwi było mnóstwo, była wszędzie, a w powietrzu było czuć jej zapach. Ślad trochę się ciągnął i nie malał, wręcz był coraz większy. W końcu dotarłam do bramy na czyjąś posesje. Nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam na obrzeża miasta. Już chciałam zawrócić, jednak wtedy przypomniał mi się biwak z rodzicami. Może gdybym wtedy poszła za śladami oni nadal by żyli. Może ktoś teraz potrzebuje mojej pomocy. Stwierdziłam, że skoro zaszłam tak daleko to mogę pójść jeszcze dalej. 


Brama była zamknięta, na szczęście byłam wysportowana i wspięłam się na mur. Szłam dalej wzdłuż śladu, który przerodził się w wielką kałużę. Znowu zauważyłam ten cień, odwróciłam się, a to co zobaczyłam było straszne. Do muru był przywieszony człowiek. Miał rozcięty brzuch, w klatce piersiowej dziura z wyciętym sercem, które leżało na ziemi pod stopami nieboszczyka. Głowa była odcięta i przywieszona obok prawej ręki. Nogi i ręce połamane, tak że kości przebiły skórę. Twarz cała zmasakrowana, zamiast oczu były tylko puste oczodoły, z których leciała krew, a dodatkowo miała zrobiony tak zwany „Glasgow Smile”. 

Byłam tak przerażona, że nie mogłam się ruszyć. Nie mogłam opanować strachu, chciałam krzyczeć, lecz gdybym to zrobiła mogłabym zwabić tego, który to zrobił, a nie chciałam skończyć tak jak on. W mojej głowie pojawiła się jedna myśl „Uciekaj”. Jednak szybko została zastąpiona przez cudowny śpiew, który ukoił moje nerwy. Nagle poczułam spokój, tak jakby scena sprzed moich oczu nigdy nie miałaby miejsca. Tak jakbym właśnie osiągnęła szczyt nirwany.

Ten cudowny śpiew pochodził z domu. Mimowolnie ruszyłam w jego stronę. Dopiero kiedy podeszłam bliżej zorientowałam się, że ten dom był  w opłakanym stanie. Był cały zniszczony, dziury w dachu i ścianach, okna powybijane i zabite częściowo dechami, a drzwi na wpół otwarte. Weszłam do środka, chociaż bardzo tego nie chciałam. Chciałam zawrócić, wybiec stamtąd czym prędzej, jednak nogi same mną kierowały. Weszłam do pokoju, który chyba był salonem. Na środku stała zniszczona kanapa, na przeciwko niej był kominek, nad kominkiem wisiał podarty i przekrzywiony obraz. To był cały pokój, żadnych więcej mebli. 

Ruszyłam przez salon do małego pokoiku. Było czuć z tamtej strony ogromny odór zgniłych ciał. Stamtąd też pochodził ów piękny głos. To co zobaczyłam w pokoju było o wiele straszniejsze niż ciało na murze. Na środku leżało pięć ciał, właściwie to trzy były martwe, a dwa półżywe. Martwe były tak samo zmasakrowane jak to na zewnątrz, a te półmartwe miały rozcięte brzuchy i połamane kończyny. Nad ciałami stała dwójka ludzi. Facet i kobieta. Oby dwoje byli starzy. Ich skóra blada, chorobliwie blada, poruszali się jakby całe życie mieszkali w za niskich pomieszczeniach, czyli po prostu garbili się. Ich ruchy przypominały trochę Smigola z „Władcy Pierścieni”.

Czujesz jak pięknie pachnie?

Odezwała się kobieta, jednak nie tak normalnie, jej usta nie poruszyły się, nie wydobył się z nich żaden dźwięk, a mimo to usłyszałam ją.

Czuje, dawno nie mieliśmy tak cudownego gościa.

Zaczęli się do mnie zbliżać, jak tylko ruszyli, zobaczyłam na ścianie więcej ciał. W różnych pozycjach. Różne części ciała miały poodrywane. Smród coraz bardziej się nasilał, nie wytrzymałam i upadłam na kolana, zwymiotowałam. Para była coraz bliżej mnie, a ja nie mogłam się ruszyć. Chciałam tego, nigdy tak bardzo nie pragnęłam tego żeby się ruszyć i uciec tak jak teraz. Jednak nie mogłam. Klęczałam i nie mogłam wykonać najmniejszego ruchu, aż w końcu mężczyzna do mnie podszedł i mnie ogłuszył. Ogarnęła mnie ciemność.

Pierwsze co poczułam to znowu ten zapach krwi i zgniłych ciał. Powoli otworzyłam oczy. Głowa mi pękała, chciałam zamknąć oczy i się obudzić z tego koszmaru, jednak wiedziałam, ze to nie sen. Siedziałam na krześle, a ręce i nogi mocno miałam przywiązane, tak że ścierały mi skórę. Kiedy odzyskałam ostrość widzenia to rozpoznałam przed sobą ścianę korytarzu, którym weszłam. Nie ruszałam się, starałam się unormować oddech, jednak przez ten smród nie było to łatwe. Musiałam się uspokoić i pomyśleć jak stąd się wydostać. Nie było to łatwe biorąc pod uwagę fakt, że miałam problem z poruszaniem się, ale na szczęście nie było nigdzie widać tej dziwnej pary. 

Westchnęłam cicho i wtedy dopiero poczułam jak coś spływa mi ze skroni. To była moja krew. Dopiero teraz spojrzałam na siebie. Sama nie wiedziałam jak mam zareagować. Za dużo dziś tego było wszystkiego. Miałam cięte rany, na rękach od ramienia aż po nadgarstki i na nogach, a pod moim krzesłem tworzyła się kałuża krwi, mojej krwi. 

Zdecydowanie muszę się uspokoić, po pierwsze muszę się uwolnić, żeby zatamować krwawienie. Muszę zrozumieć co tu się dzieje. Na pewno nic normalnego. Wróćmy do początku. Przyszłam tutaj za śladami krwi. Dotarłam aż do obrzeży miasta. Nigdy wcześniej tu nie byłam, czyli jest szansa, że mnie tu nie znają, czyli to nie jest motyw osobisty, jednak ktoś mógł mnie tu podstępem zwabić, jednak kto miałby pewność, że pójdę za śladami i jaką ma pewność, że to ja bym je znalazła, a nie jakiś przypadkowy przechodzeń. Po śladach doszłam do ciała na murze. Jak je zobaczyłam to usłyszałam tą piękną pieśń. Nie znałam języka, ale czułam moc w tej pieśni. Przyciągała mnie jak magnez... Kontrolowała moje ciało, stałam się jego niewolnikiem. Spojrzałam na prawo na ciała martwe i tych półżywych. Mogło by to tłumaczyć skąd się tu wzięli. Ta pieśń ich mogła zwabić, ale nie rozumiałam tego po co im to wszystko. Po co zabijać? Przecież muszą mieć jakiś motyw. Wyjdźmy na chwilę ze strefy realnych wydarzeń, w sumie to już dawno to się stało. Sądząc po moich nacięciach może im chodzić o krew, jednak po co masakrować ciała, a poza tym ten na murze stracił dużo krwi. Więc o co tu chodzi?

Krew pomaga nam przeżyć, a samo zabijanie i katowanie daje nam po prostu satysfakcje i przyjemność. Tylko to nam zostało. Chociaż jak ktoś jest nieprzytomny to nie ma już tej zabawy. Dlatego czekaliśmy aż się obudzisz.

Usłyszałam znowu ten melodyjny głos w głowie i spojrzałam na drzwi do korytarza, a raczej przejście. Stała tam właśnie ta kobieta, ale sama. Patrzyła na mnie chłodnym i niejasnym wzrokiem. Podeszła do mnie, miała w tym mnóstwo gracji i wdzięku. Nie wiedziałam jaki ma kolor oczu, włosów, była nijaka, mdła. 
Nie mam wyrazu, przez to, że jestem osłabiona, ale i tak jest lepiej odkąd wypiłam trochę twojej krwi. Jest cudowna. Dzięki twojej krwi odzyskam siłę, ja i mój mąż. Znowu będziemy mogli normalnie żyć. Nie będziemy musieli się żywić przypadkowymi ludźmi. Najlepsi będą się zabijać, żeby stać się naszymi ofiarami. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak długo na ciebie czekaliśmy, Muerte.
Nie wiedziałam o czym ona do mnie mówi, ale jedno wiedziałam. Zginę. W bardzo tragiczny, ale jednocześnie śmieszny sposób. Umrę, żeby ledwo istniejąca para mogła żyć.

- Bierz ile chcesz, ale wiedz, że ta krew ci nie pomoże. - nie wiem czemu to powiedziałam. Po prostu te słowa same ze mnie wyszły, ale nie zawracałam sobie tym głowy, nie ma to teraz najmniejszego znaczenia.

Spojrzałam na kobietę. Stała przede mną na wyciągniecie ręki i nic nie robiła. Za to widziałam strach w jej mętnych oczach.

Potwór. 

Wyjęczała i się cofnęła. Zmarszczyłam brwi. Nie rozumiałam jej. Byłam przywiązana. Bezbronna, a ona się mnie bała?

Usłyszałam nagle z tyłu za sobą czyjeś warknięcie i poczułam oddech na swoim karku. Ten oddech był ohydny. Mocno z niego śmierdziało, a co dziwniejsze ten oddech ogarnął całą moją posturę. Jakby postać za mną miała co najmniej 2 metry. Zrozumiałam, że to nie mógł być człowiek, chciałam się odwrócić, zobaczyć co to, jednak intuicja podpowiadała mi żeby tego nie robiła, że nie mogę się odwrócić. Czułam, że to może być moja szansa na przeżycie.

Kobieta uciekła w popłochu, a ja poczułam pazur na mojej ręce. Nie spojrzałam tam. Wbiłam wzrok w sufit, a dodatkowo zamknęłam oczy.  Uwolnił mnie szybkim ruchem. Dosłownie po sekundzie oplatające mnie więzy zostały rozerwane. Odwróciłam się i nikogo nie było za mną. Poczułam powiew wiatru i cichy szept: „Uciekaj”

Zrobiłam tak. Wstałam i wybiegłam z tego domu. Kiedy znalazłam się na chodniku za bramą. Spojrzałam jeszcze raz na ten dom, a go nie było. Tylko jedno wielkie drzewo, a za jego grubego konara wychodziło słońce. 

Spędziłam tam całą noc. To jest cud, że jeszcze żyje, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że ciągle nie zatamowałam krwawienia może się to za niedługo zmienić. Muszę dostać się do domu, ale nie mogę iść przez całe miasto we krwi, a poza tym nie mam siły. Powoli ruszyłam przed siebie. Ledwo co przebierałam nogi, jednak się nie zatrzymywałam. W pewnym momencie podeszła do mnie staruszka.

- O Boże dziecko, co ci się stało? Chodź, pomogę ci.

Wzięła mnie za rękę i zaczęła prowadzić. Nie miałam siły żeby jej się przeciwstawić. Zaprowadziła mnie do jakiegoś domu. Biorąc pod uwagę fakt, po tym co przed chwilą przeszłam, nie uśmiechało mi się wchodzić do obcego domu. Siłą wepchnęła mnie do środka, zaprowadziła mnie do salonu. Stanowczo posadziła mnie na kanapie, a sama poszła do innego pomieszczenia. Przyniosła ze sobą bandaże, maści, igłę, nić i mnóstwo innych rzeczy. Usiadła na przeciwko mnie i wzięła moją rękę. Zaczęła mnie opatrywać lecz nie zwracałam na to uwagi i tak nie miałabym sił żeby się przeciwstawić. Za to, to co mówiła było bardziej interesujące. Chociaż było to niejasne i co chwile przerywała.

- Ah... Dawno nie widziałam tutaj tak pięknej dziewczyny... Było mnóstwo krwi, a nikt na to nie zwracał uwagi... Sama nie wiem jak długo to trwa... Nigdy nie zapomnę tego co widziałam, a mnóstwo tego było... Oprócz jednej, ale to było dawno... Zawsze było tu cicho... Ludzie byli i znikali nagle... Wiesz, że widziałam podobną do ciebie dziewczynę... Ta para zawsze była dziwna... Zawsze tylko ten szkarłat i smród nie do zniesienia... Ta kobieta i mężczyzna są dziwni, ale też niebezpieczni... Uważaj na siebie dziecino następnym razem, mogło to się skończyć źle... Dawno nie widziałam tutaj tak pięknej dziewczyny i tak silnej... To krwiożercze duchy... Tylko ból, cierpienie, krzyki, rozpacz... Wszystko to słyszałam... A nie powinnam, byłam tutaj... Nigdy nie zapomnę tego co widziałam, a było tego mnóstwo... Nikt nie zwracał na to uwagi... Bali się... Nawet nie wiadomo co się u nich tam skrywa w domu i w nich, a do obcych domów nie wolno wchodzić...Zdaje się, że o nich słyszałaś... To duchy... Nikt nie powinien znać ich... I nie zbliżaj się pod żadnym pozorem do któryś z tych domów... Dziwne... Widziałam podobną dziewczynę do ciebie... Ale tak jak mówiłam nie zbliżaj się tam... Tylko ból, cierpienie, krzyki... Sama ciemność i nic poza tym... Ludzie tu byli, ale po uciekali... Przypłacisz tutaj życiem, a nawet duszą... Gotowe... Jesteś bardzo piękną dziewczyną i niezwykłą... - dotknęła mojego policzka i przyciągnęła lekko do siebie by lepiej mi się przyjrzeć.

Pomimo tego, że mówiła, jak wariatka to opatrywała rany po mistrzowsku. Po krótkiej chwili uwolniłam się od jej ręki. Krępowało mnie to, a na dodatek nie znałam tej staruszki. Wstałam automatycznie z tej kanapy i ruszyłam w stronę drzwi.

- Dziękuję. - powiedziałam zanim zamknęłam drzwi.

Szłam szybko do siebie. Nadal byłam wykończona, ale teraz moje ciało napędzała ekscytacja po tym co powiedziała ta staruszka. Nie przejmowałam się tym, że jestem we krwi i w bandażach. To co słyszałam. To co mówiła było... Właściwie sama nie wiem jakie to było. Straszne? Przerażające? Zaskakujące? Fascynujące? Tak, wszystko było prawidłowe. Znowu poczułam ten dreszcz ekscytacji i tą dziecinną ciekawość. Znowu poczułam się jak dziecko, które słucha bajek swoich rodziców. Wszystkie były straszne, ale każda była ekscytująca, miała w sobie dozę tajemniczości i brutalności świata. Takie właśnie kochałam.

Był środek południa, a ja jak gdyby nigdy nic szłam środkiem miasta. Ludzie się na mnie dziwnie patrzyli, ale w sumie nie mam co się im dziwić. Jestem we krwi, a na dodatek wyglądam jak mumia. Widziałam swoje odbicie z jednych okien sklepu. Ręce i nogi zabandażowane, ubrania we krwi i całe podarte. Włosy stały na wszystkie strony, a pod oczami wory. Bardziej niż mumia, wyglądałam jak mumia po tysiącletnim stażu. Chociaż trochę mi jeszcze do niej brakuje, ale trochę dodatkowych lat i wszystko będzie się zgadzało.

Widziałam strach w oczach ludzi, ale nie przejęłam się tym szczególnie. Nie interesowało mnie co ludzie o mnie myślą. Interesowało mnie teraz tylko to by jak najszybciej dotrzeć do domu, wziąć prysznic i się przespać choć trochę.

3 komentarze: