niedziela, 15 lutego 2015

Prolog

Życie jest tajemnicą, którą nie łatwo rozwiązać. Ludzie chodzą wkoło tylko po to by na końcu umrzeć. Nie robią nic sensownego, a nawet nie chcą. Nie zastanawiają się nad sensem swojego życia, ani nad tym czy wkoło nie dzieje się coś szczególnego. Jak ktoś umiera są niewzruszeni. Śmierć otaczała ich od początku  i tak do końca. Wiedzą to, ale i tak się jej boją. Boją się wszystkiego co nieznane. Boją się odkryć tajemnicę, która czasami jest na wyciągnięcie ręki. Są też tacy, którzy próbowali odkryć tajemnicę, zmarli zaraz po tym jak ją odkryli. A to na nieznaną chorobą, a to nieszczęśliwy wypadek, ale zdarzają się też samobójstwa.

Ja się do nich nie zaliczam.

Czemu tak uważam? To proste. Nigdy nie byłam taka zdesperowana jak oni. Wierzyłam w istnienie czegoś co nie miało prawa istnieć. Po prostu tak było. Nie szukałam dowodów, po prostu wierzyłam. Odkąd sięgam pamięcią zawsze w to wierzyłam. 

Mama i tata zawsze mi o nich opowiadali jak byłam mała. Chłonęłam każdą ich historię. Każda była nadzwyczajna i jedyna w swoim rodzaju. Słuchałabym ich dalej jednak 12 lat temu moi rodzice zaginęli na jednej z naszych wycieczek. Biwakowaliśmy w środku lasu. Uwielbialiśmy być wśród łona natury. Spałam smacznie w swoim śpiworze, a gdy rano się obudziłam  i wyszłam ze swojego namiotu. Zobaczyłam doszczętnie zniszczony namiot rodziców. Nie było krwi ani nic z tych rzeczy. Tylko ślady pazurów i dwa pasma. Moi rodzice byli ciągnięci do ciemnego lasu, a ja nic nie słyszałam. Kompletnie nic. Spałam jak gdyby nigdy nic.

Nie wiedziałam co mam robić. Miałam tylko 12 lat. Mimo częstych biwaków, nie przetrwałabym sama w lesie, a co dopiero pójść za śladami rodziców. Zrobiłam wtedy jedyną rzecz, którą uznałam za coś co powinnam zrobić. Pobiegłam do miasta, w którym przed wejściem do lasu, robiliśmy zakupy. Nie pytajcie skąd wiedziałam dokąd się udać. Byliśmy w samym centrum lasu, nie było żadnych ścieżek, a jednak ja się nie zgubiłam. Kiedy znalazłam się już w mieście, poprosiłam jakiegoś przechodnia, żeby pokazał mi gdzie jest policja. Pamiętam, że spojrzał się na mnie dziwnie, jednak po prostu pokazał mi w którą stronę mam iść. Na posterunku ciężko było im uwierzyć w historię 12 letniej dziewczynki, która przybiegła prosto z lasu, jednak podążyli ze mną. Poszli za śladami ciągniętych ciał, a mnie zabrali z powrotem do miasta. Od tamtej pory opiekowało się mną wujostwo. Do dzisiaj nie mogę sobie wybaczyć tego, że od razu nie poszłam za śladami, jednak bądźmy szczerzy i tak niewiele mogłabym zdziałać. Ciał rodziców nigdy nie odnaleziono.

Było to dawno jednak pamiętam to jak dziś. Dziś mam już 21 lat i ciągle się uczę. Chodzę na studia. Uczę się psychologii. Od tamtego pamiętnego dnia w lesie stwierdziłam, że będę się tego uczyć, żebym nigdy nie straciła zimnej krwi, żebym mogła pomagać ludziom, żeby nikt nigdy nie czuł tego samego poczucia winy co ja.

Zapomniałam się przedstawić. Ludzie mówią na mnie Muerte. Nie wiem z jakiej to przyczyny, ale nie narzekam. Na początku mi to przeszkadzało, jednak z czasem się przyzwyczaiłam. W gimnazjum mój przyjaciel tak na mnie mówił, chociaż wiele razy mu mówiłam, żeby tego nie robił, jednak on nadal swoje. Wraz z upływem czasu przestałam zwracać na to uwagę i w końcu każdy zaczął tak na mnie mówić. Nawet czasami nie przedstawiam się imieniem tylko właśnie Muerte. Moje życie towarzyskie można powiedzieć, że nie istnieje. Można powiedzieć, że z mojego wyboru. Po prostu nie ufam ludziom. Czy mam powód ku temu? Mam nawet dwa. Pierwszy intuicja mi tak podpowiada, ufam mojej intuicji. Drugi, miała miejsce pewna sytuacja. To było w liceum. Przed moimi osiemnastymi urodzinami, okazało się, że rodzice prowadzili tajne konto, dla mnie. W testamencie było zapisane, że konto będzie należeć do mnie wraz z moimi szesnastymi urodzinami. Moje wujostwo wiedziało to od początku, jednak nic mi nie powiedzieli. Przez przypadek znalazłam testament. Było to jakieś dwa lata po tym jak prawnie zostałam właścicielką konta i zarazem fortuny, bo mała sumka się tam nie znajdowała. Kiedy zapytałam wujostwo czy wiedzieli, bez mrugnięcia okiem odpowiedzieli mi, że tak. A nie powiedzieli mi dlatego, że nie chcieli żebym stała się rozpieszczonym bachorem. Zabolało to, że mi nie ufali, że zawsze będę tam samą Muerte. Po moich osiemnastych urodzinach dopełniłam formalności związane z przejęciem konta i oficjalnie mogłam odciąć się od rodziny, jednak tego nie zrobiłam. Stało się to dopiero jak poszłam na studia. Przeprowadziłam się do innego miasta i zaczęłam żyć na własną rękę. Miałam nadzieje, że największe przygody mam już za sobą.

Nie myślałam, że to dopiero początek mojego ekscytującego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz